Spotkanie z naukowcem

Jednak nie wypadło tak pomyślnie, jak pierwsze kontakty na to wskazywały. Pan był bardzo uprzejmy, owszem, ale wytworzył duży dystans. Wstępne zainteresowanie, tak mi się wydawało, że jakieś minimalne było, rozpadło się natychmiast po obejrzeniu kilku zdjęć na aparacie. Bowiem według Pana, to nie jest torfowisko, tylko zwyczajny teren podmokły. Chyba nawet nie bagno. Czyli powinnam zmienić tytuł bloga na przykład na „Historia pewnego grzęzawiska” albo może „Historia pewnej mrzonki”. Ale nie zmienię. Na razie jeszcze nie, chyba, że się okaże, że jest to strasznie brzydkim przekłamaniem. Nic to. Pan jednak obiecał, że przyjedzie, gdy ruszy wegetacja, żeby lepiej przyjrzeć się roślinkom. Domyślam się, że mu trochę głupio teraz tak po prostu się wykręcić i prawdopodobnie dopiero po wizji lokalnej ostatecznie powie, że nic z tego. Nie mogę i nie powinnam nastrajać się optymistycznie, po pierwsze dlatego, że mam wrażenie, że mam troszeczkę życiowego doświadczenia i ludzi dość trafnie oceniam, a po drugie, na wypadek gdybym się myliła, to odwrotna niż oczekiwana odpowiedź będzie miłym zaskoczeniem :). Pan podczas rozmowy powiedział, że żadnych badań bez zgody właścicieli gruntów nie może prowadzić, ale ewentualnie będzie mógł coś powiedzieć o warunkach hydrologicznych w okolicy. Skoro asekuruje się na wstępnie pewnością braku zgody właścicieli, to rozumiem, że pomysł przestał mu się podobać. Natomiast sformułowanie „ewentualnie” zawsze mi się jakoś kojarzy ze słowami „nie za darmo”. Jak Pan nie będzie widział innych korzyści w tej współpracy niż tylko finansowych, to zapewne nic konstruktywnego z naszych spotkań nie wyniknie.  Nie wymagam by inni w tej kwestii pracowali, jak ja za darmo. Jednak jak to w życiu, pieniądze na ulicy nie leżą i żeby je dostać, to najpierw należy się napracować. Odwrotnie nigdy mi się jeszcze nie zdarzyło. A przecież jako naukowcowi powinno mu zależeć na przykład na artykułach, które powstaną i które powinien pisać w ramach pensji otrzymywanej na uczelni. Jak są dodatkowe środki do super, przyjemniej się pracuje, wiem o tym, ale gdy nie ma, badania i tak trzeba prowadzić. I niestety po większości nie można liczyć na ekstra profity. Nie ukrywam, że sama osobiście liczyłam na jakieś artykuły z naszej współpracy. Jednak jak nie z nimi, to sama będę pisała. W końcu też jestem naukowcem, może nie od grzęzawisk, ale jednak. Mam głowę otwartą i ciągle się uczę. Ciekawe, ileż to mózg może tych wiadomości pomieścić :)

Cóż, nic tylko trzeba mi się teraz z wójtem na spotkanie umówić :) i dalszą strategię omówić. Bo i tak będę chciała dopiąć swego. Jak nie tą, to inną drogą. Będę uparta i coś zdziałam, w ostateczności to tylko własne nerwy zszargam i dam zarobić koncernom paliwowym :(

Dziękuję dwóm dobrym duszom, za wsparcie i chęć niesienia pomocy w moich poczynaniach. Jednej dobrej ‚duszy z daleka’ odpowiedziałam, że czekam na nią latem. Drugiej dobrej duszy nic jeszcze nie odpisałam, ale ta dusza mnie zna i wie, że dobre słowa i szczerość doceniam. I wie też, dlaczego nie odpisałam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s